Polska naszych marzeń

Z Muzeum IV RP
Skocz do: nawigacji, wyszukiwania
FacebookTwitterWykop
Polska-naszych-marzen.jpg

Polska naszych marzeń - niezwykle pouczająca książka autorstwa Naszego Umiłowanego Przywódcy, Nowego Zbawiciela Wolski, niezłomnego i charyzmatycznego, przypadkowo niedointernowanego, Cudownie Ocalonego Prezesa-Premiera-prawie Prezydenta Jarosława (węg.: Jarosláth) Chwilowo-Odmienionego-Kaczyńskiego, zbierająca w skompresowanej formie podstawy myśli PiSjanistycznej.

Stanowi ona odpowiednik tak doniosłych dzieł, jak "Mein Kampf" A. Hitlera, czy "Czerwona książeczka" Mao-Zedonga. Jest zbiorem idei na temat całości życia polityczno-społecznego w Wolsce i na świecie, nie stroni jednak od dygresji na tematy kultury i sztuki, czy sportu.

Przez czysty zbieg okoliczności moment jej wydania drukiem zbiegł się z kampanią wyborczą 2011 roku, co stało się pretekstem do fali wściekłych ataków na Naszego Umiłowanego Przywódcę, Nowego Zbawiciela Wolski, niezłomnego i charyzmatycznego, przypadkowo niedointernowanego, Cudownie Ocalonego Prezesa-Premiera-prawie Prezydenta Jarosława (węg.: Jarosláth) Chwilowo-Odmienionego-Kaczyńskiego ze strony potężnego frontu wrogich mediów, manipulujących wyciągniętymi z kontekstu cytatami z dzieła.

Tymczasem książka ta stanowi niesamowity popis erudycji i elokwencji Prezesa, którego szerokie horyzonty i głębia refleksji stanowią niedościgły wzór dla szanujących się pisarzy i publicystów.

Książka doczekała się wielu opracowań krytycznych, w których niezmiennie podkreśla się oryginalność i niepowtarzalność głębokiej myśli Ojca Narodu. Oto jedno z nich.

Co zrobił Jarosław Kaczyński dla Brigitte Bardot1)

Książka Jarosława Kaczyńskiego została już gruntownie omówiona w prasie, wydaje mi się jednak, że istotne wątki z "Polski naszych marzeń" zostały pominięte. Skupiano się - co naturalne - na wymowie politycznej dzieła, na personalnych opisach i rozgrywkach, niesłusznie lekceważąc fragmenty, gdzie autor wykłada swoje poglądy na kulturę, osobliwie na kinematografię, choć też porusza kwestie literackie. Są to tematy mi bliskie, pochylę się teraz nad nimi.

W ogóle Jarosław Kaczyński jawi mi się jako fascynująca postać literacka i filmowa, przesadne jest opisywanie go jedynie w kategoriach politycznych, owszem, jest pierwszoplanowym politykiem, ale nade wszystko pierwszoplanową postacią literacką, pół człowiekiem, pół fantazmatem. Tym ciekawsze jest, kiedy postać literacka, w pewnym sensie więc fikcyjna, daje wykład na tematy z kulturą związane. Przyznam, że ani Tusk, ani nawet Palikot, a tym bardziej Napieralski nie wydają mi się interesujący literacko, ciężko mi sobie wyobrazić dramat filmowy lub teatralny o Napieralskim; o Kaczyńskim wszystko mogę sobie wyobrazić. Literacko to jest postać na miarę Andrzeja Leppera, o którym wielką powieść by można napisać, o Napieralskim napisać powieści niepodobna. Zatrzymajmy się nad takim oto zdaniem z "Polski naszych marzeń":

Jawi się więc nam tutaj Kaczyński jako wnikliwy czytelnik Stasiuka i Tokarczuk, to bardzo budujące; w sytuacji lawinowego spadku czytelnictwa w Polsce chwali się, że Prezes intensywnie czyta Stasiuka i Tokarczuk, bo jakby nie czytał, toby przecież nie pisał, że są "zakładnikami swojego sukcesu rynkowego w Niemczech".

Owszem, książki tych autorów są w Niemczech czytane, pytanie moje brzmi jednak: w jakich powieściach tych autorów Kaczyński widzi znamiona owej poddańczości niemieckim wydawcom, żądam przykładów, podania cytatów. Skłaniałbym się tu do psychologicznej interpretacji tych wyrzutów, rozumiem je zresztą doskonale, zawiść w świecie literackim jest nagminna. Jasne jest, że Kaczyński jako także literat chciałby taki sukces jak Stasiuk i Tokarczuk osiągnąć, powiem szczerze, że ja bym też chciał jeździć po niemieckich festiwalach literackich i zarabiać niemieckie euro za swoje książki, w tym sensie współodczuwam z Prezesem i rozumiem jego frustrację. Apeluję jednak, żeby Prezes się nie zniechęcał, literatura to jest wielka praca i moc wyrzeczeń, trzeba pisać, pisać i pisać, kto wie, może sukces literacki w Niemczech też będzie udziałem Prezesa, może na niemieckim rynku nawet Stasiuka z Tokarczuk przebije.

Mógłbym tu napisać, że oskarżanie Stasiuka i Tokarczuk o "głupotę, małpowanie i poczucie słabości" jest prostackim chamstwem, jakimś przejawem "przemysłu pogardy", tym bardziej że nie dowiadujemy się, cóż konkretnie oni małpują. Nie powiem jednak, że to chamstwo, to w końcu tylko zwyczajna ludzka zazdrość, uczucie fascynujące jako materiał literacki, jestem przekonany, że Dostojewski i Mann też bywali zazdrośni o cudze sukcesy. Prezes w swej samotni na Żoliborzu miotający się w bezsilnej literackiej wściekłości na sukcesy innych pisarzy to jest wielki temat na powieść.

Więcej jednak uwagi niż literaturze Prezes poświęca filmowi. Podoba mi się popowe podejście Prezesa do filmu, ja też uważam, że dobry film powinien być przede wszystkim świetną rozrywką. Pisze Prezes w te słowa:

Przykład "Titanica" jest tu znakomity, to był wielki film o wielkiej katastrofie, można rzec, że temat arcypolski, trzeba by wziąć największą polską klęskę, dać na to sto milionów dolarów i sukces murowany. Nie mieliśmy aż tak wielkich katastrof morskich, Katastrofy lotnicze jednak, a osobliwie polityczne, by się znalazły, wielki film o katastrofie smoleńskiej w stylu "Titanica" i z Gibsonem w roli głównej - i mamy sukces komercyjny.

Prezes rozmyśla także o filmach o dinozaurach, co jest jakoś rozczulające:

W tym kontekście działalność rządu Tuska wydaje mi się najbardziej szkodliwa dla kultury polskiej. Dlaczego za koalicji PO-PSL nie zrobiono żadnego wielkiego filmu o dinozaurach, pytam się, czemu nie kazano Wajdzie kręcić o trzęsieniach ziemi, a haniebnie zgodzono się na film o Wałęsie, czemu Zanussi nie bierze się do dzieła o wybuchach wulkanów, jak to możliwe, że Holland znów coś nakręciła o Holocauście, a nie o podboju kosmosu?

Prezes jest zapiekłym kinomanem; widział wszystko albo prawie wszystko, a nawet o tym, czego nie widział, ma sporo do powiedzenia. Czasami jednak subtelnie się myli, jak wtedy, gdy utrzymuje, że obejrzał film Claude'a Leloucha "Kobieta i mężczyzna" wyłącznie dla Brigitte Bardot. Rozumiem to, bo ja bym dla Brigitte Bardot też zrobił literalnie wszystko, nawet obejrzałbym film, w którym ona nie występuje. W filmie Leloucha gra bowiem Anouk Aimée, a nie boska BB.

Na koniec coś o kulturze jeszcze lepszej - o kulturze fizycznej, o piłce nożnej i jej kibicach. Prezes zna się wybornie na piłce nożnej, ale także zna się na wojsku, nic dziwnego więc, że ma taki oto pomysł:

To jest pomysł genialny: należy wcielić kibiców do wojska, dać im broń, na początek mogliby dokonać puczu i obalić rządy Tuska, zrealizować hasło "Donald, matole, twój rząd obalą kibole". Otoczenie Prezesa krytykowało przecież sytuację, gdy "cała polska armia mieści się na jednym stadionie", gdyby wcielić wszystkich kibiców do wojska, nasze siły zbrojne mieściłyby się już na kilkunastu, może nawet kilkudziesięciu stadionach. To byłaby prawdziwa potęga, przed którą padłyby na kolana i Moskwa i Berlin.

Jednak pojawia się niejakie podejrzenie, że bataliony kibiców Legii mogłyby potem rozpocząć walkę z batalionami kibiców Lecha, pułki kibiców Wisły Kraków uderzyłyby na pułki Cracovii, oddziały patriotów z ŁKS-u krwawo walczyłyby na Piotrkowskiej z brygadą piechoty Widzewa, cała Łódź spłynęłaby krwią, na Westerplatte broniłaby się placówka Lechii Gdańsk przed nacierającymi oddziałami śląskich, ergo niemieckich, jednostek Ruchu Chorzów. Generał "Staruch" i generał "Litar" to mogłyby być w naszym narodowym panteonie postaci nie mniejsze niż generał Żeligowski czy generał Anders. Dla Jarosława Kaczyńskiego zostawiam w tym filmie skromną, ale ciekawą rolę Marszałka i Naczelnika Państwa.

Cała prawda o Wybranym-Przez-Nieporozumienie agentem WSI łże-prezydentem Bronisławie-Fałszywym Hrabim-Bydle-Komorowskim (ros.: Брониславе Коморовским, pseudonim operacyjny: "Gajowy")

W swej książce Nasz Umiłowany Przywódca, Nowy Zbawiciel Wolski, niezłomny i charyzmatyczny, przypadkowo niedointernowany, Cudownie Ocalony Prezes-Premier-prawie Prezydent Jarosław (węg.: Jarosláth) Chwilowo-Odmieniony-Kaczyński, rozprawił się ostatecznie z cynicznym i uporczywym zakłamywaniem najnowszej historii naszej Umęczonej Ojczyzny przez wrogów narodu, którzy z haniebną nikczemnością i podłotą ośmielają się bezpodstawnie i kłamliwie twierdzić, że grupa znanych wrogów narodu i agentów obcych mocarstw, z późniejszym Wybranym-Przez-Nieporozumienie agentem WSI łże-prezydentem Bronisławem-Fałszywym Hrabią-Bydle-Komorowskim (ros.: Брониславом Коморовским, pseudonim operacyjny: "Gajowy") na czele, zorganizowała i uczestniczyła w demonstracji dla uczczenia Święta Niepodległości w dniu 11.11.1979.

W rzeczywistości Wybrany-Przez-Nieporozumienie agent WSI łże-prezydent Bronisław-Fałszywy Hrabia-Bydle-Komorowski (ros.: Бронислав Коморовский, pseudonim operacyjny: "Gajowy"), a z całą pewnością również jego kamraci - Wojciech Ziembinski i Andrzej Czuma, znaleźli się w okolicach demonstracji zupełnie przypadkowo, a nie jest nawet wykluczone, ze byli tam służbowo jako tajniacy Służby Bezpieczeństwa. Porażające dowody tych oczywiście oczywistych dla każdego Prawego Wolaka faktów również znaleźć w arcydziele Naszego Umiłowanego Przywódcy, Nowego Zbawiciela Wolski, niezłomnego i charyzmatycznego, przypadkowo niedointernowanego, Cudownie Ocalonego Prezesa-Premiera-prawie Prezydenta Jarosława (węg.: Jarosláth) Chwilowo-Odmienionego-Kaczyńskiego:

Martyrologia Marty Kaczyńskiej

Jarosław Kaczyński w swym wiekopomnym dziele opisał m. in. prześladowania, jakim podlegała rodzina Kaczyńskich na przestrzeni dziejów. Część informacji na ten temat przytacza gadzinowski tygodnik "Polityka" w artykule Bianki Mikołajewskiej "Jak dziś żyje Marta Kaczyńska" (16.05.2012).

Marcie Kaczyńskiej nie udało się dostać do słynnego liceum społecznego na ul. Bednarskiej. Według jej stryja padła wtedy ofiarą ostracyzmu ze względu na swoje nazwisko. W swojej książce "Polska naszych marzeń" pisze, że gdy spotkał Krystynę Starczewską, założycielkę "Bednarskiej", wraz z mężem, Starczewska "po prostu zniknęła", co Kaczyński uznał za ostateczny dowód jej winy.

"To kompletny absurd" - mówi dla "Polityki" Starczewska. Dodaje, że Kaczyńska dostała mniej punktów niż inni kandydaci, a osoby zdające egzamin w tamtym okresie nie podpisywały się nazwiskami, tylko numerami w celu zachowania obiektywności. - "Na tej samej zasadzie nie dostała się córka prezydenta Kwaśniewskiego, ale on nie miał pretensji" - tłumaczy Starczewska.

Po skończeniu liceum Marta zdecydowała się zdawać na prawo. - "Jak zdawała, to bała się, że się do Gdańska nie dostanie, zdawała więc też do Krakowa. Dostała się i tam, i tu" - wspomina Hanna Fołtyn-Kubicka. Według Kaczyńskiego tam również spotkała się z ostracyzmem z powodu nazwiska. "Wywołano ją przed egzaminem, ją jedną, i wskazano pierwszą ławkę. Zapamiętała to" - relacjonuje w książce Kaczyński.

Przypisy

1) Zasadnicza część eksponatu stanowi dokładną kopię artykułu, napisanego przez pochodzącego najprawdopodobniej prosto z Budapesztu Krzysztofa Vargę, opublikowanego na łamach wrogiej "Gazety Wybiórczej" (jid.: Fołksztyme) w dniu 15.10.2011

Patrz też